Tak się jakoś złożyło, że pisze tu raz na ruski rok.
W sumie to ok - przynajmniej to nie facebook co by pisać same głupoty, bo poważnych przemyśleń nie da się pokazać każdemu.
Znów pisze po urodzinkach - i znów mam mieszane co do nich uczucia. Kilka razy próbowałem wskrzesić ten dzień - za każdym razem była to klapa.
Większa bądź mniejsza...
Czasami odnoszę wrażenie, że spędzanie go samemu zachlewając się w trupa było lepsze. Nie musiałem wybierać... nie musiałem kombinować... wszyscy którzy byli zaproszeni lubili się wzajemnie i chcieli ze sobą rozmawiać.
Może być, że taki ideał jest możliwy tylko przy liście gości:
Co by nie było tak pesymistycznie... W tym roku wskrzeszanie było blisko udanego. Niestety nie wszystko wypaliło. A raczej wszystko wypaliło, ale część w twarz.
Było miło, smutno, spokojnie, boleśnie... jak to urodzinki...
Stay Happy Citizen
Happiness is Mandatory
Your Friend Computer is Watching You
Failure to Comply will result in Termination
Stare szkockie przysłowie.
Prawie po angielsku.
Na dodatek ma w sobie tak dużo prawdy. Czasem po prostu lepiej nie pytać.
Muszę być szczęśliwy skoro idą święta.
No właśnie muszę. Raczej nie jestem świąteczny. Nie rajcuje mnie wydawanie kasy której i tak nie ma, na jeden wieczór opychania się jak świnia, bo tak trzeba. Nie chcę też kolejnego nieprzydatnego i bezsensownego prezentu, kupowanego bo tak wypada.
Kupowanie prezentu komuś? Trzeba mieć komu.
Może to ze mną jest coś nie tak.
Chyba, że Dzień Trupa. Raz w życiu uważałem to za ważny dzień. Raz udało mi się urwać od familii i pójść na cmentarz samemu. Bez odwiedzania "Cioci Ludmiły" kimkolwiek by nie była.
Jak zdechnę niech mnie spalą i rozsypią, lub oddadzą studentom. Byle by nie było głupiego kamyka który raz w roku ktoś odwiedzi. Bo tak trzeba.
Jak komuś zależy to niech obchodzi co i jak chce. Święta są ważne. Boże Narodzenie też. Byle nikt nie robił tego "Bo tak trzeba".
Gorzej się nie da.
Dziś czuje się jak bym stał przed naleśnikarnią. Takim "Manekinem" na ten przykład.
Wiem, że w środku są naleśniki.
Wiem, że je uwielbiam.
Wiem, że jestem chory.
Wiem, że nie powinienem nawet o tym myśleć.
Wiem, że jak zjem jeden to ryzyko jest minimalne.
Wiem, że każdy następny może się skończyć źle.
Wiem, że są różne stopnie źle - od lekkiego bólu brzucha po odwodnienie wywołane kilkudniowa biegunką.
Może tym razem się uda? Może nic się nie stanie?
Kilka razy już jadłem naleśniki. Przeważnie albo nic się nie działo, albo ból był niezauważalny - jest ze mną tak długo, że już nie zwracam na niego uwagi.
Ale czasem było bardzo źle.
Wyłem z bólu.
Potrzebowałem pomocy.
Dostawałem ją, ale płaciłem za nią.
Szacunkiem do siebie. Czasem. Samooceną. Opinią u innych. Szczęściem.
To wysoka cena. Nie chce jej płacić znów.
Ale te naleśniki są takie dobre... I tym razem na 100% nic się nie stanie... Musi się udać...
Prawda?
Udało mi się zniknąć na niecałe 38h. Więcej nie dało rady. Nie takimi metodami.
Filesystem Size Used Avail Use% Mounted on
/dev/md0 149G 69G 81G 46% /media/raid
Jeszcze 30 minut temu ten RAID był pełny... W ciągu 30 minut posortowałem i skasowałem ponad 80GB wspomnień, zdjęć, logów... Zostawiłem tylko te najważniejsze.
There is no real GRAVITY - It's world.. It just...
Nadchodzą kolejne, ale staram się o tym nie myśleć. Jak już pisałem rok temu nie lubię swoich urodzin. Stanowią problem.
Skończyły się czasy gdy mogłem zaprosić zgraną paczkę która by się dobrze bawiła. Teraz podzielili by się na 3-4 grupy i zaczęli się "zabijać".
Wzrokiem.
Słowem.
Myślą.
Wystarczył mi sylwester. Nigdy więcej tego błędu. A ponieważ nie mam kasy/chęci/możliwości na robienie trzech oddzielnych, tylko po to by potem dowiedzieć się ze nadal ktoś kogoś nie lubi i foch - imprez żadnych nie będzie. Tak lepiej.
Tylko czasem troszkę smutno.
PS: Siedzi troszkę brudnopisów w Joggerku i żaden nie jest opublikowany. I pewnie nie będzie. W mojej głowie niekoniecznie jest im lepiej, ale na pewno bezpieczniej.
I w końcu zadziałało. Mówię o moim Jabberku i GG. Leżał i kwiczał, a Sky z Yurasem ciągle mówili, że jutro naprawia... i tak kilka miesięcy.
W sumie sam sobie jestem winien, a nie zwalam na chłopaków. Nie zależało mi na GG, więc bardziej męczyłem ich pro-forma niż na poważnie i tak oni to traktowali. Tak nawet było lepiej - nie widziałem na liście niektórych osóbek i te same osoby nie widziały mnie. Czysty zysk.
W międzyczasie wydarzyło się sporo. Byłem w górach, byłem na kilku rajdach, zachorowałem, wyzdrowiałem, znów choruje...
No cóż - Alleluja i do przodu!... bo z tyłu nie ma na co patrzeć.
Dziś zakończyło się "Zgred Party". Impreza urodzinowa dla rodzinki. Przyszli, dali tabliczkę czekolady i poszli. Bogowie z nimi wszystkimi.
Rankiem do ubezpieczyciela. Fiesta do wyceny a potem do kasacji. Potem ja do szpitala. Na badanie. Powinienem nosić kołnierz ortopedyczny w sumie, ale nie nosze.
Tym kto nie wie, piszę iż w piątek facet na światłach wbił się w bagażnik. Myślał, ze jak dodam gazu i pojadę na żółtym, to i on jak nie będzie hamował zdąży przez skrzyżowanie. Ponieważ mi się nie spieszyło, to na żółtym zatrzymałem się przed światełkami. On zgodnie z planem dodał gazu.
Urodziny zdecydowanie mi się źle kojarzą. Nie urodziny ogólnie. Moje urodziny.
Dla mnie dzisiejszy dzionek był pełen radości i optymizmu.
To czyni go naprawde wyjątkowym. Mimo iż nic on nie zmienia, to jednak coś tam do mojego życia wniósł. Coś wartościowego, za co tym kilku konkretnym osobom z całego serca dziękuję.
Znowu nie piszę opisami, a odczuciami. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale w sumie to mój Jogger.
Poza tym dziś na ulicy Świetlistej w Olsztynie ruszyła Neostrada. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pierwsza umowa o nią została podpisana w okolicach września 2005 roku. Wiwaty i brawa dla Telekomunikacji Polskiej S.A.
... już się skończył. I dobrze. Jeszcze jedna taka impreza i rezygnuje z licencji.
Dziś skończyłem załatwiać wszystko z samochodzikiem. Jest. Jeździ. Żyje. I dobrze.
Prawie wszystko załatwiłem z uczelnia, ale jeszcze zobaczymy co z tego wyjdzie. Nadzieja matka debili.
Niedawno były imieniny Fynn. Uczucia z imprezy raczej mieszane, ale sie nie najgorzej bawiłem. W szczegóły się wdawać nie będę. Inni pisali już o tym.
Mam Hobby...
Niestety nie daje się tego Hobby w żaden sposób zorganizować. Nie wychodzi i już.
Niestety nie umiem zmienić sobie tego Hobby. Nie wiem jak.
Dziś porządkowałem swoja pocztę i logi na IRC z ostatnich 2-3 lat. Dużo czytania. Dużo czekania, aż wykona backup lub go posortuje. Dużo przeszłości. Dużo wspomnień. Dużo radości. Dużo smutku.
Od ostatniej notki minęły święta... Kolejny spęd bydła do koryta.. ale ja nie o tym.
Ja o rajdzie. Dzisiejszym rankiem wróciłem do Olsztyna z rajdu Elmot. Rajd jak rajd. Dużo debili którzy chcą zginać i nie rozumieją, że ich aparat fotograficzny nie daje +2 do uników przed rozpędzonym samochodem.
Dla mnie ważniejsza była sama droga na rajd i z powrotem. W ciągu 2 przejazdów odwiedziłem Łódź, Toruń, Oleśnicę i Wrocław. W każdym z tych miast są osoby i miejsca dla mnie ważne. Niestety nie byłem w stanie sie w żadnym z nich zatrzymać. No może poza Wrockiem, ale to długa historia.
PS. podpisujcie komentarze, albo nie komentujcie wcale. Nie mam aż tylu odwiedzin, co znalezienie osoby piszącej po IP było niemożliwe, ale to chyba nie na tym polega... szczególnie, iż mam lenia i nie chce mi sie tych IP wyciągać, a co dopiero szukać kogoś. "Jak nie masz odwagi podpisać się pod tym co napisałeś - nie pisz wcale"
PS2. Niedługo matury. Trzymam kciuki za tych wszystkich którzy zdają i są mi bliscy. Kilka osób takich jest i one wiedzą, ale nie będę nikogo zamęczał już pytaniami jak przygotowania i jak poszło. Wystarczająco już namęczyłem. Teraz trzymam kciuki, a zapytam się potem.
Doom
Death
Defeat
Despair
sorry kid...
Może ktoś wie z czego to cytat... Chociaż akurat to specyficzne bardzo dzieło, wiec macie prawa nie znać.
W sumie ten jogger tak wisi sobie... Czeka na lepsze czasy, które może nadejdą, ale uczę się i co raz to więcej rozumiem. Co z tego, iż każda odpowiedź rodzi kilka nowych pytań
Na koniec tej jakże chaotycznej wypowiedzi kolejny cytat z poezji
"Po cholerę toto żyje Trudno powiedzieć czy ma szyję a bez szyi komu się przyda...."
Wszystkie 3 cytaty są cytowane z pamięci, wiec mogę nawet powiedzieć, że postawie piwo temu kto wszystkie odgadnie bez pomocy Google/Wiki. Sprawdzić i tak nie sprawdzę, ale sadzę, że mnie nie zawiedziecie... wszystkie trzy zaglądające tu osoby na krzyż
W sumie zadziwia mnie to, iż nikomu nie podałem adresu tego joggera, sam sie rozpowszechnił. Ani jedna osoba nie dostała info ze takie coś zakładam... Wot, balszaja technika!